Nieporęt mówi „nie” i niepotrzebnie wydaje pieniądze.

Gdy jechałem ulicą Płochocińską zatrzymał się przede mną autobus MZA z napisem „Referendum 14 maja 2017 r. Nieporęt mówi nie”. Widok reklamy na miejskim autobusie wzbudził refleksję.

Po pierwsze zastanowiło mnie po co to referendum jest organizowane. Pod koniec kwietnia Prawo i Sprawiedliwość wycofało się z projektu dotyczącego metropolii warszawskiej. Był czas, aby wycofać się z organizacji referendum, z zakupionych reklam, zaoszczędzając w ten sposób gminne pieniądze. Nie zrobiono tego. Wręcz przeciwnie, po wycofaniu projektu włodarze gminy jeszcze mocniej zaczęli perswadować głosowanie na „nie”, co było wyrzuceniem pieniędzy w błoto.

Warto dokonać analizy kosztów. 30-dniowy okres udostępnienia tyłu autobusu wynosi 1500 zł. A jest to tylko część wydatków. Do ceny doliczyć należy koszty produkcji (projekt graficzny, gotowe elementy reklamy, nanoszenie oraz usuwanie reklam). Autobusy to nie jedyny środek dystrybucji reklam, nawołujących do głosowania w jedyny słuszny sposób w referendum. Należy tu wspomnieć również o billboardach, koszt wynajęcia jednego na miesiąc może dochodzić do 5 000 zł. Koszty organizacji referendum w odniesieniu do efektów jakie przyniosło okazało się porażką dla sąsiedniego Legionowa, które wydało ponad 66 tys. zł z gminnego budżetu. Zastanówmy się ilu dzieciom za tę kwotę można by zapewnić darmowe posiłki, ilu biednym osobom zamieszkującym gminę można by pomóc… Smutnym wydaje się również fakt, iż Wójt odpisuje w pismach do mieszkańców, iż nie ma w tegorocznym budżecie środków na utwardzenie dróg. Widać tutaj jednoznacznie priorytety władz samorządowych –  po co mają być nowe drogi, skoro można się wylansować w mediach za pieniądze mieszkańców…

Trudno zrozumieć, dlaczego ktoś narzuca mi swoje zdanie. „Nieporęt mówi nie” – to perswazja, która powoduje, że jeśli ktoś czuje się mieszkańcem gminy, utożsamia z jego społecznością, wtedy z pewnością zagłosuje na „nie”.  Jeżeli zagłosuję na „tak” będę odmieńcem, dziwakiem, może większość mieszkańców zacznie wytykać mnie palcami? A jeżeli to nie perswazja, jedynie słuszny wybór, to należałoby się zastanowić skąd władze gminy znały odpowiedź na pytanie zadane w referendum przed poznaniem oficjalnych wyników? Budzi to podejrzenia dotyczące możliwości sfałszowania wyborów, skoro na kilka tygodni przed poznaniem rozstrzygnięcia, w prawie każdej miejscowości gminy widoczne były wielkie teksty: „Nieporęt mówi nie”.

Wątpliwości budzi wiedza mieszkańców na temat zasadności referendum. Komentarze na jednym z portali społecznościowych pod banerem perswadującym jedynie słuszny wybór dowodzą, iż mieszkańcy zostali przez włodarzy wprowadzeni w błąd. Kampania była prowadzona w atmosferze strachu przed Warszawą, staniem się peryferyjną dzielnicą stolicy, podwyżką lokalnych podatków, a także koniecznością wyrabiania dokumentów w odległym o kilkadziesiąt kilometrów urzędzie. Wszystkie argumenty nie miały najmniejszego związku z rzeczywistością, ale pomagały budować frekwencję na strachu przed Warszawą, ponieważ nikt nie chce ponosić dodatkowych kosztów, np. w postaci wyższych podatków.

Gmina tłumaczy się, że wydatki na organizację są uzasadnione. Powołują się na wzniosłe ideały demokracji. Zgadzam się, referendum jest jedną z najwyższych form demokracji, ale w sprawach, gdy wynik będzie realnie wpływał na temat podjęty w referendum. W gminie Nieporęt, podobnie jak w Legionowie, mieliśmy do czynienia jedynie z festiwalem kłamstw a referendum posłużyło władzy do autopromocji. Szkoda, że włodarze nie szanują własnych mieszkańców i wydają ich ciężko zapracowane pieniądze płacone w formie podatków na autopromocję. Przypominam, że większość mieszkańców nie wyraziła swojego zdania, hucznie przedstawiony sukces stanowi głos zaledwie niewiele ponad jednej trzeciej mieszkańców gminy. Gdyby liczyć wyniki według mieszkańców gminy, 37,95% zagłosowało „przeciw” przyłączeniu, 1,54% było „za” projektem, a przygniatająca większość, czyli aż 60,51% nie poszła do urn. Być może te ponad 60 % mieszkańców było za projektem, lecz zostali w domach, ponieważ uznali, iż głosowanie w sprawie projektu którego nie ma jest pozbawione sensu.

Z powyższej analizy wynika, iż koszty zorganizowania referendum były wysokie, przegranymi są mieszkańcy Nieporętu, a jedyni beneficjenci to włodarze gminy.

Marcin Wrona. Komitet Białołęcki PiS.