Niknące zabytki

Ostatnio wybuchła afera w Krakowie, gdzie deweloperzy podpalają zabytkowe budynki, aby móc je rozebrać i w ich miejscu postawić bloki. W Warszawie, która w wyniku zniszczeń wojennych posiada zabytków niewiele, i gro z nich znajduje się na Pradze co i raz patrzy na niszczejące ślady świetności i pomysłowości naszych przodków.

Na Grochowie  między niską zabudowę wdzierają się bloki , zawsze większe, zawsze wyższe niż sąsiadujące z nimi budynki. W ten sposób zaburza się architektoniczny ład miejsca. Coraz większe budynki przytłaczają niewielkie posesje przedwojenne. Często dochodzi do celowej dewastacji budynków, aby jedyne co na końcu można było zrobić to rozebrać. Tak stało się z willą Granzowa w Kawęczynie, której nie uratowało nawet wpisanie do rejestru zabytków. Spółka Millbery wywiesiła banery jak odbuduje willę, a potem (oczywiści z przyczyn od nie niezależnych) rozebrała ją całkowicie. Po rozebraniu stwierdziła, że nie da się jej odbudować i poprosiła o wykreślenie z rejestru zabytków. I minister to zrobił… Ale nie jest to jedyny przypadek, że niszczeją domy. Najpierw są w dobrym stanie a potem nagle degradacja odbywa się w przyspieszonym tempie. Stare budynki nie chcą się tak łatwo rozpaść. Trzeba uszkodzić dach, przez lata nic nie robić i pozwolić na popadanie w ruinę. Lub zaprószyć ogień co bardzo przyspiesza degradację. Nowe domy są piękne, ale stare mają swe historie. Pokazują, jak budowali nasi przodkowie. Jakich materiałów używali. Są takie miejsca, którym przechadzam się od lat i przyglądam się jak nikną ciekawe obiekty. Na ulicy Łukowskiej 64 odkryłam dom z 1926 roku zwieńczony pięknym mansardowym dachem. Na ścianach budynku widoczne są ślady po kulach z września 1944 roku. Byłam świadkiem jak popadał w ruinę. Dziś już właściwie dachu nie ma. Okna są zamurowane i kolejny obiekt znika z przestrzeni miejskiej. Pewnie już niedługo przestanie straszyć i powstanie nowe byle tylko jak największe i jak najwyższe. A piękny mansardowy dach pokryty blachą w stylu karo będzie tylko wspomnieniem. Pewnie wszystkiego nie da się ocalić, ale przechadzając się po Warszawie spostrzegam wiele takich budynków, które jeszcze noszą ślad świetności. Na których widać bogate zdobienia. Nikt w nich już nie mieszka. Tynk odpadł niemal z całego budynku. I stoją tak strasząc przechodniów. Jaki może być ich los? Wiadomo… Do rozbiórki… Ale co pokażemy dzieciom i wnukom? Czy historia Warszawy zacznie się w XXI wieku? Próbujmy naciskać na władze miasta aby szanowały to co pięknego zostawiła nam historia.

Agnieszka Hałaburdzin-Rutkowska