Prezydent Trump sam wybrał miejsce swojego wystąpienia w Warszawie – z prof. dr hab. Wojciechem Fałkowskim, Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej rozmawia Beata Bielińska- Jacewicz.

Zbliża się 73. rocznica Powstania Warszawskiego, goszczący w Polsce Prezydent USA przypomniał o tym światu w swoim przemówieniu. Kto wybrał miejsce wystąpienia w Warszawie?

Miejsce było wspaniale wybrane. Propozycje wychodziły od nas, ale ostateczny wybór należał do Prezydenta Donalda Trumpa. Myślę, że Powstanie Warszawskie jest na świecie mało znane i  ta sytuacja po przemówieniu Prezydenta Trumpa jest bardzo korzystna, bo on wybierając miejsce swojej mowy przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego, o tym zrywie poinformował cały świat. Przypomnę tu, że władze PRLu nie chciały się zgodzić na pomnik Powstania Warszawskiego, a tylko Powstańców Warszawskich. Różnica jest nie tylko w słowie. Chodzi o to, czy czcimy bohaterstwo ludzi czy doceniamy wagę wydarzenia, oczywiście nie zapominając o wielkości samych żołnierzy AK. Stając więc przed tym pomnikiem i wygłaszając wspaniałą mowę w części poświęconej bohaterstwu Powstańców, Donald Trump zobowiązał nas niejako, byśmy wykorzystali ten moment i pokazali ten zryw w skali międzynarodowej, pokazując jego wielkość i rozpowszechniając informacje o nim.

– Co było najważniejsze w przemówieniu Donalda Trumpa, bo wszyscy się nim zachwycają, a ja wiem, że Donald Trump nie jest historykiem, tylko biznesmenem.

-Było kilka ważnych stwierdzeń, które padły oficjalnie i to są rzeczy najwyższej wagi – przypomnienie piątego artykuły Traktatu NATO o walce wszystkich za jednego, o kolektywnej obronie każdego z członków NATO. Było powiedziane, że Stany Zjednoczone będą popierać niezależność energetyczną Polski i regionu, było docenienie inicjatywy Trójmorza, której inicjatorem był Pan Prezydent Andrzej Duda i Pani Prezydent Chorwacji. Było jasne odniesienie do destabilizującej roli i działań Rosji na Ukrainie. To wszystko były bardzo ważne stwierdzenia, ale najważniejsze było coś innego, co przebijało przez całe przemówienie – pokazanie historycznej roli Polski. Docenienie właśnie dziedzictwa polskiego i hartu ducha, podkreślenie, że mimo, iż Polska nie miała swoich granic, nie było terytorium, które należało do państwa polskiego, a mimo to polskość przetrwała w umysłach i sercach Polaków. To jest stwierdzenie poparte opowieścią o Powstaniu Warszawskim i o bohaterstwie – to było najważniejsze w tym przemówieniu – wielkość Polski.

– Na pewno była to nowość, przełożenie akcentu z holokaustu na zryw narodowo – wyzwoleńczy.

– Ale było tam również pokazanie ciągłości pokoleń, była mowa o zaborach, kiedy Polska nie istniała, o tysiącletniej historii, o tym, jak ludzie za PRLu pragnęli Boga, religii i wartości. Było wspomnienie o Papieżu Polaku,  pokazanie Polski jako ostoi cywilizacji zachodniej, porządnego i dobrego zakorzenienia w tradycji. Nie ograniczałbym tego przemówienia do polityki dzisiejszej. Waga tego przemówienia polega na ponadczasowości. Ono długo nie będzie się dezaktualizować.

-Rozumiem, że podniósł morale swojego sojusznika, ale jeszcze raz przypomnę, że Trump jest przedsiębiorcą.

– Polityka składa się z interesów, z całą pewnością jesteśmy zainteresowani kupnem gazu amerykańskiego, a on chce go sprzedać. Z całą pewnością chce, żeby amerykański przemysł zbrojeniowy lokował swoją produkcję w Polsce, my też chcemy tego, ale mamy swoje potrzeby i interesy i na tym polegają zarówno negocjacje, jak i gra polityczna. My też patrzymy realistycznie na naszych wielkich partnerów i sojuszników i chcemy, żeby Stany Zjednoczone były naszym stałym punktem oparcia w polityce międzynarodowej włączając w to obecność militarną.

– Czy wchodzi w grę zwiększenie obecności żołnierzy amerykańskich w Polsce?

– Nie ma takiej potrzeby. Ta liczba oscyluje około 5 tys., żołnierzy, chcemy natomiast, żeby zwiększona była liczba uzbrojenia i materiałów wojskowych – żeby ta dyslokacja dotyczyła głównie żołnierzy, a sprzęt już był u nas.

– Był Pan szefem Komisji ds. szacowania strat wojennych m. st. Warszawy. Wycenił Pan razem ze swoim zespołem straty cywilne na 22 mld ówczesnych złotych. Pisaliśmy o tym w poprzednim numerze. W przeliczeniu na obecne ceny, to 55 miliardów dolarów. Jaka jest dostępność tych materiałów?

– Prace Zespołu ds. Szacowania Strat, zaowocowały powstaniem dwóch raportów – jednego, o charakterze bardzo technicznym, liczącego ok. ośmiuset stron i drugiego albumowego wydania  w nakładzie ok 2 tys. egzemplarzy, który jeszcze gdzieś można pozyskać. Jak mówiłem, materiały te należą do m. st. Warszawy i od czasu objęcia przez Panią Hannę Gronkiewicz -Waltz pozostają w jej dyspozycji. Wówczas to zarzucono prace nad wydaniem niemieckim, które było gotowe w 90 procentach i zaprzestano prac nad wersją angielskojęzyczną, do której zaczęliśmy przygotowania.

-Czy widzi Pan potrzebę zajmowania się tym tematem w tej chwili, kiedy on już właściwie spełnił swoją rolę, bo powstrzymał żądania Niemców o odszkodowania wojenne od Polski?

-W odniesieniu do całego miasta, nie, ale uważam, że przygotowanie wersji takiego raportu w języku obcym byłoby przydatne. Również przygotowanie analiz punktowych, obejmujących część dzielnicy, bądź nawet kwartały dzielnic, które weryfikowałyby wcześniejsze nasze ustalenia, ale i także przysporzyły nowej wiedzy o losie miasta w czasie okupacji niemieckiej i podczas ostatnich miesięcy wojny. Wtedy, kiedy Warszawę poddano metodycznej i zaplanowanej destrukcji i zniszczeniu. Podkreślam tu akcent historyczny, ale, żeby to móc zrobić, potrzebna jest zgoda władz miasta st. Warszawy i sfinansowanie prac takiego zespołu. Miałoby to ogromne znaczenie dla urbanistyki miasta i pokazania historii Warszawy. Nie widziałbym w tej chwili natomiast, potrzeby wykorzystania tego materiału dla celów polityki zagranicznej. Wykorzystanie takiego materiału powinno być podporządkowane polskiej racji stanu.

-Tak mi sie właśnie wydaje, że to co można było wykorzystać z tego tematu to już zostało należycie wykorzystane i zadziałało, prawda?

– Zadziałało. To była decyzja Prezydenta (miasta st. Warszawy – przyp. red.) Lecha Kaczyńskiego i skutek został osiągnięty – zostało ono przygotowane jako odpowiedź na roszczenia wysiedleńców niemieckich, którzy nie tylko przedstawiani byli jako poszkodowani, ale także jako ofiary wojny, co kłóci się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości i znajomością prawdy historycznej. To przyniosło skutek dobry – roszczenia zostały wycofane, prace zostały zaniechane ze strony niemieckiej i nie ma co do tego wracać. Wydaje mi się natomiast, że przygotowanie takiego raportu w języku obcym byłoby przydatne.

 

Prof. dr hab. Wojciech Fałkowski o Pradze:

Praga jest to dzielnica Warszawy, która uległa najmniejszym zniszczeniom, przechowała koloryt, pejzaż miejski, bardzo w niektórych przypadkach ciekawą architekturę, ale przede wszystkim przemysłową. To należy bezwzględnie zachować. Również zachowała w dużej mierze strukturę społeczną, dzięki tym mieszkańcom, od kilku pokoleń tam mieszkającym. Struktura społeczna nie powinna ulec zmianie, chociaż oczywiście tam, gdzie można zbudować plomby, wprowadzić nowych inwestorów i razem z nimi nowych mieszkańców, to należy to zrobić; ale genius loci musi zostać. Widzę tu rolę władz samorządowych i organizacji lokalnych, sąsiedzkich.

 

– Na mocy uchwały Senatu RP z ub. roku, obchodzimy obecnie rok Generała Józefa HalleraJakie są plany uczczenia w przyszłym roku, rocznicy stulecia powstania Błękitnej Armii i jej twórcy?

-Po pierwsze trzeba przypomnieć postać generała Hallera i dokonania jego Armii, która składała się z ochotników z państw zachodnich, zwłaszcza Francji, Stanów Zjednoczonych i Kanady, którzy przybyli na pomoc odradzającej się Polsce. Wyposażona była w dobry, nowoczesny sprzęt, miała czołgi i samoloty, ale przede wszystkim miała żołnierzy, którzy chcieli stanąć w obronie Polski. Miała również charyzmatycznego Wodza, którego postać wymazywano później z kart historii (w okresie PRLu), który łączył swoją wielką religijność z pragmatyzmem żołnierza. Potrafił wznieść się ponad podziały polityczne, a z drugiej strony umiał bronić swoich poglądów. To przypomnimy poprzez wystawę, którą na jesieni planujemy w Muzeum Wojska Polskiego. Ale już w lecie, wmurujemy na ścianie budynku Garnizonu Warszawskiego od strony Placu Piłsudskiego, tablicę pamiątkową poświęconą Błękitnej Armii. Wmurujemy tam kilka tablic upamiętniających różne wydarzenia historyczne, tak, by można było przejść od jednej do drugiej tablicy i zapoznać się z historią Polski. To są wydarzenia, którym patronuje Parlament i najwyższe władze państwowe. Ponadto, przypominamy Generała Hallera w wydawnictwach okolicznościowych.

– Mamy na Pradze Plac imienia Generała Józefa Hallera.

-Deklarowałem parokrotnie pomoc i współpracę przy postawieniu pomnika Generała na tym właśnie placu, ale to wszystko musi być przygotowane na poziomie dzielnicy i  miasta. Jak to będzie, z całą pewnością Resort Obrony Narodowej, będzie wspomagał te inicjatywę.

Ma Pan jakieś osobiste związki z Pragą?

– Nie mam ale ją bardzo lubię.

– Czy nie zaniedbuje Pan swojej pracy naukowej?

–  Zaniedbuję, będę chciał wrócić do studiów mediewistycznych, ale teraz poświęcam się pracy na stanowisku.

– Czy ma Pan poczucie misji?

-Tak, mam. To jest zakorzenione w mojej biografii, począwszy od formacji wyniesionej z drużyny harcerskiej „Czarnej Jedynki” i wynika z etosu inteligenckiego domu rodzinnego. Teraz wypełniam to, co zostało mi wszczepione prawie pół wieku temu – poczucie obowiązku wobec państwa, potrzebę wypełnienia pewnej służby.

-Czy to jest obciążające psychicznie?

– Nie, odwrotnie! To mi daje komfort psychiczny i poczucie spełnienia.

-Dziękuję za rozmowę

– Dziękuję