Tęczowe piątki

Polskę obiegła ostatnio wieść, że w szkołach po raz trzeci odbędzie się tęczowy piątek. Podczas tego dnia w szkołach ma nastąpić promocja środowisk LGBTQI. Według tego planu dzieci mają poznać 6 płci. Nie wiem czemu w tym zestawie nie ma kobiety i mężczyzny. Dlaczego nie uczy się odkrywania w sobie kobiecości i męskości. To dla młodzieży jest bardzo trudne. Tylko wielokrotne podtrzymywanie pewności „wszystko z tobą jest w porządku” daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Zaburzenie w wieku nastoletnim pewności przynależności do płci zgodnej z fizycznością krzywdzi dzieci i nie daje im możliwości prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Do udziału w tęczowym piątku zgłosiło chęć 211 szkół w Polsce. Organizatorem jest Kampania przeciw homofobii. W pięknych hasłach „Nasza szkoła jest przyjazna wszystkim uczniom i uczennicom” kryje się kłamstwo, bo szkoła już nie jest przyjazna dla normalnych dzieci. Trzeba epatować kogoś problemami, aby zaczął się zastanawiać, a może coś ze mną jest nie tak, a może jestem gejem albo lesbijką? W wieku nastoletnim zaburzona jest pewność kim jestem.

Dzieci patrzą na siebie w bardzo krytyczny sposób. Martwią się, że są za grube, za chude, że mają za duży nos, krzywe nogi itd. i itp. Boją się ośmieszenia bardzo starają się być akceptowane przez rówieśników. To są problemy które nas dorosłych śmieszą, ale są naprawdę poważne dla młodych. Zgodnie z Art. 48. Konstytucji „Rodzice mają prawo do wychowania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.” Zaraz jednak w następnym zdaniu czytamy: „Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.” Niby rodzice mają prawo do wychowania, lecz równocześnie ogranicza się prawo rodzicielskie do wychowania własnego dziecka udzielając niedojrzałej jednostce prawa do wyboru wyznania i zmiany przekonań. Aby jednak dziecko mogło zmienić wyznanie lub przekonania musi spotkać osobę, która naruszy prawo rodziców i rozpocznie wychowanie w ich zastępstwie. Właśnie z tak skonstruowanego artykułu konstytucji rodzi się uzurpowanie sobie prawa do wychowywania przez różne lewicowe ruchy. Także szkoła uzurpuje sobie prawo do robienia z dziećmi na co ma ochotę. Nie tylko nie pyta rodziców o zgodę na manipulację dokonywaną na ich pociechach, ale nawet nie informuje w czym dziecko będzie brało udział. Wielu rodziców stało się zakładnikami stwierdzenia takie są czasy i musimy się z tym pogodzić i nawet jak coś wiedzą to się nie sprzeciwiają. Ja zetknęłam się z programem lewackim w przedszkolu jakieś 12 lat temu. Wpuszczono kobiety do przedszkola, które niby poszukiwały dzieci molestowanych. Nikt z nas rodziców nie miał wiedzieć co te panie z dziećmi robią. Mój sprzeciw, że ja chcę wiedzieć co będą robić spowodował wściekły atak, że nie jestem dobrą matką, bo nie chcę wiedzieć czy moje dziecko jest molestowane. Więc na pewno ukrywam niedobre praktyki w domu. Ten atak upewnił mnie, że nie wolno mi pozwolić manipulantkom pracować z moim dzieckiem. To rodzic wie o swoim dziecku najwięcej i sam musi zdecydować, gdzie dla niego szukać pomocy. Równocześnie pomoc jednym dzieciom nie może szkodzić innym. Pierwszą zasadą pedagogiki jest nie rozwiązywać problemów, których nie ma. Jeżeli dziecko nie ma jakiegoś problemu to najlepiej tego z nim nie poruszać. Leczenie i pomoc są dla dzieci, które tego potrzebują. Od tego czasu czujnie przyglądałam się pomysłom racjonalizatorskim wypróbowywanym na moim dziecku. Nie ustrzegłam jednak w szkole katolickiej przed zaproponowanym przez władze Warszawy w szkole programem filmowym dla dzieci. Zrezygnowałam z niego po pierwszym z nich. Moje dziecko mogło w wieku 14 lat pooglądać niepełnosprawnych onanizujących się na wózkach. Nie rozumiem celowości pokazywania nastolatkom podczas burzy hormonów takich filmów. Odpowiedź: artysta chciał pokazać, że dzieci chore na wózkach są takie same jak zdrowe. Założenie, że wszystkie dzieci onanizują się jest dla mnie chore. Brak jest szacunku dla wstydliwości, dla niewinności dzieci. Zamiast w sporcie i aktywności znaleźć upust dla nadmiernej pobudliwości. Dostają młodzi ludzie film, który demoralizuje przynajmniej część z uczniów. Budzi niepotrzebne podniecenie i właściwie zamyka całą resztę treści, która jest w filmie. To moje doświadczenie powoduje strach, że w liceum państwowym tęczowy piątek może dotknąć moje dziecko. Tęcza symbol przyjaźni Boga z człowiekiem z niewiadomych powodów stała się zakładnikiem ludzi z problemami zaakceptowania płci, z którą przyszli na świat. Pomocą dla tych ludzi ma być utrwalanie chwilowego zaburzenia oglądu swojej płciowości, zamiast poszukać przyczyny tego zaburzenia, aby mogli utworzyć normalny związek i mieć poczucie normalności. I choćby naukowcy stworzyli miliony płci nie zmieni to faktu, że jak ktoś urodził się kobietą to wszelkie zmiany są w stanie wyprodukować tylko ciało ułomnego mężczyzny a genetycznie to dalej kobieta.

Agnieszka Hałaburdzin-Rutkowska